Okazuje się, że Oliwa zaanektowała już plażę w Brzeźnie!
Ja mam propozycję by zacząć od zmiany nazwy lotniska na Oliwa Airport. A potem nazwę Gdańsk się też zamieni na Oliwa już w całym mieście
Nie bójmy się innowacyjności i wprowadźmy "nową świecką tradycję". Zmieńmy nazwy naszych ulic! Naszych placów! A co tam! Naszej Oliwy! Zamiast Oliwa - New-york-park-olivapalace. Zamiast Orkana (fuu...) - Beverly Hill. Zamiast Wita Stwosza (nie będzie Niemiec pluł nam w twarz) - 5. Avenue Polanki na Green Hills. Grunwaldzka na High Battle str.
Skoro żadne prawo nie obowiązuje. Skoro wprowadza się jawnie dezorientujące nazewnictwo - bełkot quasi-angielszczyzny i absurdalną topografię?
Rzeczą powszechnie znaną jest też fakt, że do Oliwy od dawna należał też Sopot, co widać szczególnie do dziś na skrzyżowaniu Czyżewskiego i ulicy zwanej niesłusznie al. Niepodległości, gdyż od dawna była to ulica oliwska, tfu, co ja piszę - HighOlivaSplendid Str.
Najwięcej grodzonych osiedli jest w RPA z powodu spadku po apartheidzie, w USA, gdzie są getta, i w Polsce. A my przecież nie mamy tych problemów. Mieszkanie za płotem to pozorne bezpieczeństwo, bo w Marinie też może trafić się złodziej. Tak się dzisiaj nie projektuje osiedli - bez otwartych przestrzeni publicznych, szkół i przedszkoli - przekonywali architekci z Warszawy Justyna Juchimiuk i Michał Golański
To jest inne zjawisko. W Polsce grodzi się całe osiedla. To tak jakby część Przyomorza ogrodzić płotem, porobic szlabany i strażników. Osiedla zamieniają się w obozy. _________________ www.staraoliwa.pl www.wolneforumgdansk.pl
Czy grodzący się są właścicielami ziemi, którą grodzą? Jeśli tak, to innym nic do tego, a jeśli nie, to należy prawnie wyegzekwować likwidację ogrodzenia. Wycie pod osiedlami to... ciężko powiedzieć... smutne, śmieszne, głupie... wszystko w jednym. _________________
Kilka tygodni temu Gdańsk zelektryzowała informacja, że arcybiskup Sławoj Leszek Głódź chce odzyskać część parku oliwskiego, a może nawet ją odgrodzić, by była dostępna tylko dla kleryków z seminarium. Podniosły się głosy, że przecież park jest dla wszystkich i że mieszkańcy będą protestować przeciwko jego ogrodzeniu.
Tymczasem coraz więcej osób kupuje mieszkania na osiedlach strzeżonych, ogrodzonych, na które wstęp mają tylko mieszkańcy. Deweloperzy w swoich ofertach podkreślają, że osiedla są strzeżone, a przez to bezpieczniejsze, a ochrona i ogrodzenie powoli stają się standardem w nowym budownictwie, choć kilka lat temu w Trójmieście nie było to tak popularne, jak np. w Warszawie. - Kupiłem z żoną mieszkanie głównie ze względu na lokalizację, ale to, że budynek jest ogrodzony i ma ochronę, jest dużym plusem - mówi Grzegorz Kerth mieszkający z żoną Joanną w nowym budownictwie na gdańskiej Zaspie. - Dzięki temu elewacja jest czysta, nie ma kręcących się akwizytorów, podejrzanych typków, a dzięki monitoringowi samochody na parkingu są bezpieczniejsze - dodaje.
Zgadza się z nim Adam Okuniewski, który z żoną Marią zamieszkał na strzeżonym osiedlu na Przymorzu. Podoba mu się to, że nikt obcy nie będzie chodził po podwórku, a ten, kto idzie w gości, na pewno trafi, bo na dole jest ochrona. - Jest portier, który pokieruje do właściwych drzwi - mówi gdańszczanin. - Choć czasem bywa to uciążliwe dla odwiedzających, którzy nie pamiętają numeru i muszą do nas dzwonić i pytać, jak się dostać do środka.
Obaj podkreślają, że ochrona na osiedlu nie była dla nich kluczową kwestią przy wyborze mieszkania, ale skoro już jest, nie chcieliby z niej rezygnować. Tymczasem deweloperzy twierdzą, że strzeżone osiedla stają się standardem, bo właśnie tego oczekują mieszkańcy. - Na trzy inwestycje, które realizujemy, dwie będą ogrodzone - informuje Tomasz Paszkowski, specjalista ds. marketingu spółki Allcon Osiedla, budującej w Gdańsku, Gdyni i Sopocie. - Wychodzimy naprzeciw potrzebom klientów. Zdaję sobie sprawę, że niektórym może przeszkadzać, że ogrodzone osiedla stają się taką niedostępną twierdzą, ale jeszcze nigdy nie słyszałem, żeby ktoś z mieszkańców był przeciwny ogrodzeniu.
Okazało się jednak, że takie osoby istnieją. Przeciwko grodzeniu osiedla, na którym mieszka, protestowała Dorota Kamrowska-Załuska i była jedyną osobą w swojej wspólnocie mieszkaniowej, przez co jej protest nie został uwzględniony. Dlaczego protestowała? Bo należy do Towarzystwa Urbanistów Polskich i wie, czym grozi odgradzanie osiedli.
- W strukturze miejskiej tworzy się wyrwa, zanika przestrzeń publiczna - tłumaczy urbanistka. - A przecież przestrzeń publiczna to rdzeń miasta, miejsce, w którym ludzie mogą się spotkać, nawiązywać kontakty. Ogrodzone osiedla bardzo źle robią miastu.
Podobnego zdania jest dr Lesław Michałowski, socjolog z Uniwersytetu Gdańskiego, który używa mocniejszych słów. - To zabójstwo dla miasta - mówi socjolog. - Ludzie muszą mieć gdzie się spotkać. Niestety, takie stawianie płotów to typowa polska mentalność. W miastach na Zachodzie na palcach jednej ręki można policzyć ogrodzone osiedla. W Polsce II wojna światowa i PRL kompletnie zniszczyły kulturę miejską. Nie ma życia w jednej kamienicy, chodzenia w kapciach do kiosku po gazetę, czy pożyczania soli od sąsiadki. Nawet w starych blokach ludzie się grodzą - zakładają dodatkowe drzwi, kraty na korytarzu.
Ale czy to tylko chodzi o bezpieczeństwo? - Może być też tak, że ludzie chcą mieszkać na strzeżonych osiedlach, bo to podnosi ich prestiż wśród znajomych - przypuszcza dr Michałowski. - Chcą dobrze wyglądać w oczach innych.
Urbanistka Dorota Kamrowska-Załuska zwraca uwagę na inną ważną kwestię.
- Jeśli w dzielnicy, wśród innych budynków, w miejscu które dawniej było dostępne dla wszystkich, powstaje nagle ogrodzone osiedle, to ci nowi mieszkańcy są gorzej przyjęci przez tych "starych" - mówi urbanistka. - Nikt nie lubi, jak się mu zabiera kawałek dzielnicy. Nowe mieszkania powinny powstawać, żeby mieszkańcy się integrowali, a nie separowali od siebie.
Czy jest jakieś rozwiązanie? Czy można sprawić, że mieszkańcy będą chcieli się integrować i żyć na wspólnej przestrzeni? A deweloperzy przestaną budować ekskluzywne ogrodzone osiedla? - Nie ma mowy - mówi dr Michałowski. - W Polsce każdy się grodzi. Spójrzmy na płoty właścicieli domków jednorodzinnych. Ogromne! Taka już nasza natura - dodaje filozoficznie.
Za to urbaniści mają pewien sposób na ograniczenie tworzenia zamkniętych enklaw w środku miasta. - Można zakazać tego w zapisie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego - mówi Kamrowska-Załuska. - Działa to w ważnych miejscach miasta, np. na Głównym Mieście w Gdańsku. Podwórka są dostępne dla wszystkich, a mimo to przechodnie wcale tam nie wchodzą. I na tym właśnie polega dobre zaplanowanie miasta. Są przestrzenie publiczne dostępne dla wszystkich i te półprywatne, jak podwórka, których wcale nie trzeba grodzić, żeby nikt obcy tam nie wchodził.
Trubadurzy śpiewali - "wysokie płoty tata grodził, żeby do Kasi (...) nikt nie chodził".
Mieli rację?
No i moja noga na takim osiedlu nie stanie, przekonal sie o tym moj kuzyn z Warszawy, ktorego odwiedzilem tylko raz, zreszta, jak i inni odwiedzajacy. Nigdy wiecej nie pozwole sobie na jakie kolwiek kontrole podczas wejscia gdzie kolwiek z wyjatkiem lotniska!!! Co do parafi, niech zyje z Bogiem, ktorego chcialbym poznac... i zrozumiec... _________________ Nie martw sie, jutro bedzie lepiej...
Możesz pisać nowe tematy Możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Portal www.MojeOsiedle.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi
zamieszczanych przez użytkowników serwisu. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo
lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną
lub cywilną.